niedziela, 22 maja 2011

To już jest koniec, nie ma już kangurów

Sobota 21/05 – Niedziela 22/05

W sobotę postanowiliśmy wybrać się do największego w Queensland oceanarium. Tuż po wejściu załapaliśmy się na półgodzinny show z udziałem fok, który okazał się najfajniejszą częścią całej wycieczki. Foczki, w zamian za nagrodę w postaci pysznych rybek, robiły masę sztuczek, m.in. wskakiwały na kilkumetrowe skały prosto z wody. Imponujące.

Po fokach poszliśmy obejrzeć show z udziałem trzech milutkich wydr, które cały czas myszkowały i nurkowały w poszukiwaniu ukrytego wcześniej jedzenia. Zwinne stwory.

Potem oglądaliśmy setki dziwnych rybek i innych żyjątek w różnej wielkości akwariach, kilka krokodyli i żółwie. Na koniec zostawiliśmy sobie ogromny zbiornik z rekinami i płaszczkami. Brrrr, okropne mają kły.



Sama wycieczka całkiem niezła, nie to co rafa co prawda, ale i tak było fajnie. Aha, dzięki kuponom z jakiejś gazetki, dostaliśmy $15 zniżki na bilety, więc E kupiła sobie za tę kasiorkę pluszowego żółwia. Na noc jedziemy na ostatni przed Brisbane darmowy parking, gdzie spotykamy Kanadyjczyków, tych z którymi spaliśmy razem jakieś 2 tygodnie wcześniej. Nieźle. To już nasza ostatnia noc w Australii, ech.


Rano pakowanie i sprzątanie auta, zeszło nam na to grubo ponad 2 godziny. Ledwo się zmieściliśmy, bo zabieramy ze sobą sporo nowych rzeczy. Koło 11 docieramy na miejsce, a tam niespodzianka, siedziba camperów zamknięta, auto mamy zostawić przed bramą, a kluczyki wrzucić do specjalnej rury. Pfff, gdybyśmy wiedzieli, że to tak wygląda, pospalibyśmy o wiele dłużej. A tak do odlotu mamy jeszcze 6 godzin, a na plecach po 25 kilo, więc na zwiedzanie miasta ochoty raczej nie mamy. Kierujemy się zatem na lotnisko, gdzie na miękkich sofach spędzamy kilka godzin pozostających do odlotu dojadając przy okazji resztki australijskiego jedzenia, z którym nie wpuszczą nas do Nowej Zelandii.

Ostatnie 5 tygodni zleciało błyskawicznie, Australia to zdecydowanie najlepsze miejsce z naszej dotychczasowej wyprawy. Niestety też najdroższe, bo przez ten czas wydaliśmy tyle samo kasy co przez 13 tygodni w Azji. A tutaj nie jadaliśmy w restauracjach ani nie spaliśmy w hotelach z klimą. Ale i tak było absolutnie niesamowicie. Jeszcze tu wrócimy, bo do zwiedzenia została nam cała zachodnia część kontynentu.
T.

0 komentarze:

Prześlij komentarz