piątek, 6 maja 2011

Kempingowanie w Australii


No właśnie, jak to z tym tutaj jest? Ano jest bardzo dobrze, w okresach wakacyjnych albo świątecznych na drodze co drugi samochód to kamper, albo osobówka z przyczepą. Australijczycy kochają biwakowanie. Parków kempingowych jest od groma, w każdej mieścinie jest ich kilka, w większych miastach nawet kilkanaście. Ceny mają różniaste, wszystko zależy od standardu i położenia. Jeśli w ośrodku znajduje się basen, spa i wypasiona kuchnia z 4 dostępnymi lodówkami, to nie ma mowy o cenie mniejszej niż 30-35 dolarów za dwie osoby w przyczepie. Czasem nawet ponad 40. Ale jeśli nie ma nic poza prysznicami i zwykłą kuchenką gazową, to można zostać na noc nawet za 15 dolarów. Podłączenie prądu kosztuje przeważnie dodatkowe 3-8 dolarów. Identyczne ceny są za rozbicie namiotu, jest to traktowane tak samo jak kempingowanie w przyczepie. Za wynajęcie domku w takim ośrodku przeważnie wydać trzeba coś koło $100. Sporo.

Poza zwykłymi polami kempingowymi opisanymi powyżej w Australii znajdziemy ogromną ilość miejsc postojowych, przeważnie przy głównych drogach. Nie ma tutaj nic więcej niż toalety, kilka ławeczek i bieżąca woda (a czasem nawet nie ma toalet/wody) ale za to w takich miejscach można zostać na noc za darmochę. Ha! Są nawet specjalne książki, które opisują każde takie miejsce wraz ze wskazówkami dojazdu. Nam udało się taka książeczkę dorwać i bardzo to sobie chwalimy, bo bardzo ułatwia to planowanie dnia. Zwłaszcza że staramy się unikać jazdy po zmroku, bo na drogach masa dzikich zwierząt, a takie bliskie spotkanie z kangurem/wombatem/wielbłądem może nas sporo kosztować. W ciągu 3 tygodni w Australii spędziliśmy na darmowych parkingach 10 nocy i bardzo to sobie chwalimy, bo dzięki temu oszczędziliśmy już pewnie koło 1000 PLN, a kolejny tysiąc oszczędzimy w najbliższych tygodniach. Niestety czasem trzeba spać na płatnym kempingu ze względu na prąd, którego potrzebujemy do naładowania baterii w aparacie czy laptopie. No i prysznic też czasem wypada wziąć :). Ale z tym bywa dużo lepiej, bo na niektórych darmowych postojach trafiają się prysznice za które płaci się 2-3 dolary albo w pobliskim barze, albo wrzucając monety. Gdyby było takich więcej, oszczędzilibyśmy fortunę.

E.T

0 komentarze:

Prześlij komentarz