poniedziałek, 23 maja 2011

Kiwi witają

Poniedziałek 23/05

Lot przebiegł bez żadnych opóźnień, tuż przed północą lokalnego czasu (zegarki kolejne 2h do przodu, do Polski jesteśmy już +10 godzin) lądujemy w Christchurch. Na lotnisku wszystko przebiegło dość sprawnie, musieliśmy tylko chwilę poczekać na odkażenie naszych butów, bo coś nam się poprzyklejało. W międzyczasie podejmujemy decyzję o spędzeniu na lotnisku nocy, bo nie ma sensu jechać na te kilka godzin do hotelu, bo już o 9.00 mamy zgłosić się po odbiór autka. Na lotnisku mają prysznice i Internet, do tego w wyznaczonym miejscu można położyć się na podłodze i trochę pospać. Umyci i odświeżeni zakopujemy się w śpiwory i śpimy jakieś dwie godziny. Noc minęła zaskakująco szybko, a zaoszczędziliśmy grubo ponad $100 (nowozelandzki dolar wart jest obecnie jakieś 2,2 PLN). Pogoda dużo lepsza niż się spodziewaliśmy. Cały dzień świeci mocne słońce, temperatura sięga prawie 20 stopni. Heh, a miał padać śnieg (w nocy co prawda temperatura spada poniżej 5 stopni, ale autko jest szczelne i nie marzniemy (za bardzo).

Koło 8 udajemy się po autko, prawie identyczne jak to, które mieliśmy w Australii, tylko lepiej zorganizowane w środku i trochę wygodniejsze. Potem robimy ogromne zakupy w pobliskim centrum handlowym. Żarcie mają tutaj sporo tańsze niż w Australii (banany tańsze 6krotnie!), niektóre produkty w podobnej cenie jak w PL (miło). Zaopatrzeni jak na wojnę kierujemy się na południe. Dziś za daleko nie jedziemy, bo nieprzespana noc daje o sobie znać. W Nowej Zelandii nie mają niestety zbyt wielu darmowych parkingów tak jak w Australii, ale za to sporo jest miejsc, gdzie za niewielką opłatą ($5-$7 od osoby) można zostać na noc. Takie postoje opisane są wszystkie w darmowej broszurce, którą dostajemy w pierwszym punkcie informacyjnym, do którego dojeżdżamy. Miejsca te nie oferują co prawda wiele poza toaletą i bieżąca wodą (a czasem nawet wody nie ma), ale za to są kilkakrotnie tańsze niż pola kempingowe a do tego leżą przeważnie w przepięknych miejscach nad brzegami jezior, rzek czy też u podnóża góry.



Już pierwszy nocleg dostarczył nam niesamowitych widoków na pobliskie góry i doliny. Tutaj już nie boimy się spać sami, nie ma węży, krokodyli ani innych paskudztw. W nocy cisza, nawet w środku lasu nie słychać żadnych zwierząt ani ptaków.

T.

0 komentarze:

Prześlij komentarz