czwartek, 12 maja 2011

Wodospady i jeziora

Środa 11/05 – Czwartek 12/05

W środę zwiedzamy łącznie chyba z 6 wodospadów, w połowie z nich zażywając kąpieli. Do tego spory kawałek jedziemy przepiękną trasą widokową po której nie da się jechać szybciej niż 60 km/h a na każdym z 1500 zakrętów zwalniać do 30. Inaczej pewny spadek w przepaść (ale za to jakie widoki po drodze w dół!).


W okolicach miejscowości Milla Milla zajeżdżamy na chyba najlepszy do tej pory punkt widokowy. Przed nami rozpościerała się ogromna dolina, cała w zieleni, masa pagórków, łąk i lasów, gdzieniegdzie wciśnięta mała osada albo miasteczko. Śliczny widok.


Na noc przypadł nam kolejny, piąty już z kolei, darmowy parking niedaleko Innot Hot Springs, gdzie nie ma nic ciekawego. Poza gorącymi źródłami, yes, yes.
Do gorących źródeł udajemy się z samego rana, bo już nie możemy się doczekać po tylu dniach kąpieli w lodowatej wodzie. Za wstęp do ośrodka trzeba było zapłacić $8 od osoby, a za to miałoby się dostęp do kilku basenów, każdy z wodą o innej temperaturze, z czego co najmniej dwa z gorącą. My do ośrodka nie wchodziliśmy, bo tuż obok płynął (darmowy) strumień, nad którym unosiła się para. Miejscami woda miała normalną temperaturę (znaczy lodowata), ale miejscami piasek aż parzył w nogi. Pierwszy raz coś takiego widzieliśmy. Cała sztuka polegała na tym, aby do miejsca gdzie woda parzyła dopuścić, rozkopując piasek, wody zimnej i dzięki temu otrzymać wodę idealnie ciepłą. Coś jak budowanie zamków z piasku na plaży, tylko budowaliśmy nie zamki a małe baseniki. Świetna zabawa a do tego po paru minutach można było się wygrzewać w cudownie ciepłej wodzie. Oczywiście co jakiś czas trzeba było albo znów dopuszczać wody zimnej, albo blokować jej dopływ, w zależności czy zaczynało nas parzyć czy mrozić. Mmmm, przydałyby się takie źródła w domu.


Po południu zaliczamy kilka okolicznych jezior pływając w każdym po kolei. Woda już nie tak ciepła jak rano, ale znowu nie tak mroźna jak w poprzednich dniach. Dawno nie czuliśmy się tak czyści jak po dzisiejszym dniu. Na wieczór zostawiliśmy sobie zwiedzanie dwóch drzew figowych, które rosły w pobliskich parkach narodowych. Napisałbym coś więcej o tych drzewach, ale nie ma to sensu. Nie jestem w stanie opisać tego jak one wyglądają, ani jakie zrobiły na nas wrażenie. To trzeba zobaczyć samemu. Na szczęście zdjęcia są już załączone, więc obejrzeć może każdy :)
Aha, śpimy znów na darmowym parkingu w pobliżu miasteczka Mareeba.

T.

0 komentarze:

Prześlij komentarz