wtorek, 10 maja 2011

Pioneer Valley - Townsville

Poniedziałek 09/05 – Wtorek 10/05

Rano jedziemy razem z naszymi nowymi znajomymi zwiedzać dwa wodospady i popływać w oczkach wodnych. Po drodze mamy do przekroczenia trzy mosty, wszystkie pod wodą jakieś kilkadziesiąt centymetrów. Po chwili wahania atakujemy pierwszy most i na szczęście udaje nam się przejechać.


Tak samo dwa kolejne, chociaż przy jednym nurt wody spychał nas ostro w jedną stronę. Dobrze, że nie widział nas nikt z wypożyczalni aut, bo mielibyśmy, mówiąc oględnie, spore problemy. Zanim udaje nam się dotrzeć do pierwszego wodospadu mamy jeszcze do pokonania 15 metrowy strumyk, tym razem bez mostu, za to na piechotę. Ciężko było bo kamienie śliskie a woda zimna (i mokra).




Same wodospady całkiem przyjemne, ale dużo bardziej podobała nam się kąpiel w źródlanej wodzie. Zimno jak diabli, ale przyjemnie odświeżająco. Po południu jedziemy kolejne kilkaset kilometrów na północ dojeżdżając aż do miasta o nazwie Townsville. No, prawie, bo zatrzymujemy się 20km przed nim na bezpłatnym parkingu przy autostradzie. A tu niespodzianka: ciepłe prysznice, pokój telewizyjny, prąd, pełen luksus a do tego wszystko za darmochę. Mmmm, jeszcze tu wrócimy.

We wtorek jedziemy do Townsville, bo podobno w bibliotece jest bezpłatny Internet. I był. I to jaki! Przed biblioteką ustawione stoliki, obok gniazdka z prądem, wi-fi hula aż miło. Do tego słonko miło praży, 27 stopni, lekki wiaterek. Klasa. Posiedzieliśmy tak dobre 3 godziny, bo dawno nas na sieci nie było. Postanowiliśmy też, że w drodze powrotnej zajedziemy tu raz jeszcze, tym razem z przygotowanymi do wysłania zdjęciami. Po południu znowu jedziemy popływać. Raz trafiła nam się cieplejsza woda w Paradise Waterhole, a raz lodowata zaraz przy wodospadzie Big Crystal Creek. Tysiące małych igiełek przebijały ciało przy każdym wejściu do wody. Ale za to nie trzeba już szukać pryszniców, hehe. Śpimy znowu na bezpłatnym, parkingu niedaleko miasteczka Ingham.



T.

0 komentarze:

Prześlij komentarz