sobota, 12 lutego 2011

Halong Bay – Cat Ba Island


First officer's log, Stardate 12022011

W kolejny dzień udajemy się do sławnej zatoki Halong, a stamtąd łodzią na wyspę Cat-Ba. Zatoka Halong uchodzi za jedno z najpiękniejszych miejsc w całej Azji. Z wody wyrastają tam setki porośniętych roślinnością wysepek, które razem tworzą niezapomniany widok. Przynajmniej latem, bo o tej porze roku było dość mgliście i widoczność była mocno ograniczona. Ale i tak widoki niesamowite. Między wysepkami odwiedzamy kilka wiosek na wodzie, gdzie normalnie żyją ludzie. Warunki bardzo prymitywne, ale im to widać nie przeszkadza, bo wydają się szczęśliwi. Cała wyprawa, wraz ze zwiedzaniem kilku jaskiń i wiosek zajmuje cały dzień i na wyspę Cat-Ba docieramy już po zmroku. Spora część osób, która z nami płynęła zostaje na noc na łodzi, bo mieli wykupioną wycieczkę all-inclusive 3 dni 2 noce, z czego 1 noc właśnie na łodzi. My mieliśmy tylko transport + zwiedzanie, bo cała wycieczka wydawała nam się za droga. Jedziemy busem jakieś 50km do miasta i idziemy do hotelu, gdzie oglądamy po wietnamsku derby Manchesteru, w których Rooney wali bramkę nożycami z powietrza. Prawie się posikałem jak to zobaczyłem. Kto widział ten wie, kto nie widział ten dupa (i niech zobaczy szybko :))

Rano wynajmujemy skuter (pierwszy raz na naszej wyprawie) i jedziemy jakieś 30km żeby zwiedzić ogromny park narodowy, który pokrywa połowę wyspy.

Naturalnie udaje nam się zabłądzić (tym razem nie nasza wina, droga się zapadła pół roku temu, a znaki dalej pokazywały żeby tam jechać) i kilka kilometrów jedziemy po bezdrożach. Wytrzęsło nas nieźle, ale w końcu dojechaliśmy. Łazimy po parku jakieś 4 godziny, świetne miejsce na wędrówki, widoki przednie.

Potem jedziemy jeszcze zwiedzić jaskinię szpitalną, która służyła za schron dla rannych żołnierzy w czasie wojny wietnamskiej. Dość to przerażające tak mieszkać pod ziemią, ale przynajmniej amerykańskie bomby nic im nie mogły zrobić.


Kupujemy też bilet na motorówkę, która następnego dnia przedostaniemy się z powrotem na ląd. Już bez oglądania wystających z wody gór, ale za to 2 godziny, a nie 10.
Motorówka rzeczywiście płynie prędko i koło południa jesteśmy już w Ninh –binh, jakieś 40km na południe od Hanoi. Plan jest taki, żeby stopniowo przesuwać się wzdłuż wybrzeża na południe, aż do Sajgonu. Kupujemy bilet na nocny autobus do Hue, a dzień spędzamy szwendając się po mieście.

T.

0 komentarze:

Prześlij komentarz